PGNiG Superliga (M)
A A A
Blisko sensacji w Płocku - Wisła wygrała po dogrywce z MMTS-em
04.05.2013 13:57 Źródło: inf. własna/sprwislaplock.pl
komentarzy 3

Niesamowite emocje zafundowali piłkarze ręczni Orlen Wisły  Płock swoim kibicom w pierwszym półfinale PGNiG Superligi. "Nafciarze" dopiero po dogrywce pokonali MMTS Kwidzyn . Goście zaprezentowali się w Orlen Arenie z bardzo dobrej strony, a gospodarzy najwyraźniej usztywniła obecność na trybunach przyszłego trenera Wisły - Hiszpana Manolo Cadenasa. Drugie spotkanie półfinału, który toczy się do trzech wygranych, zostanie rozegrane w niedzielę także w Płocku.

 

Petar Nenadić był jednym z najskuteczniejszych "Nafciarzy" w meczu z MMTs-em (Fot. D.Dziecinny / SPR Wisła Płock)
Handball.pl jest na Facebooku - dołącz do nas!

 

Początkowe minuty sobotniego pojedynku to pokaz nieskuteczności ze strony miejscowych zawodników, co skrzętnie wykorzystali goście, wychodząc na prowadzenie 3:1. Z biegiem czasu akcje ofensywne Nafciarzy nabierały szybkości, jednak defensywa nie stanowiła większej przeszkody dla MMTS w zdobywaniu bramek.


Gospodarze wprowadzili kilka poprawek, dzięki czemu w 12. minucie mogli wyjść na pierwsze w tym spotkaniu prowadzenie 7:6. Nie trwało ono jednak zbyt długo, bo już kilkadziesiąt sekund później to goście o jedną bramkę byli bliżej końcowego zwycięstwa.


Widząc niefrasobliwość miejscowej defensywy trener Krzysztof Kisiel zmienił system na 5-1 z Ivanem Nikceviciem na „jedynce”. To jednak nie wpłynęło na poprawę jakości obrony i po kolejnych dwóch trafieniach Kwidzyna, na stolik sędziowski powędrował zielony kartonik. Po wznowieniu gry między słupkami zameldował się Marcin Wichary, który od razu zaznaczył swoją obecność na boisku udaną interwencją.


W 20. minucie trener Kisiel sięgnął po Petara Nenadicia, który po ponad siedmiu tygodniach przerwy ponownie zaprezentował się płockiej publiczności. Bohaterem tego okresu był jednakWichary. Płocki bramkarz znalazł sposób na rzuty zawodników z Kwidzyna, co stwarzało kolejne okazje do odrobienia strat przez jego kolegów.


Najlepszą ku temu sposobność miał Petar, jednak w sytuacji sam na sam z Sebastianem Suchowiczem trafił w poprzeczkę. Co nie udało się Serbowi, udało się Adamowi Wiśniewskiemu i w 25. minucie na tablicy pojawił się remis 13:13. Chwilę później za swoje nieskuteczne próby zrehabilitował się również Nenadić, wyprowadzając Wisłę na prowadzenie 14:13, jednak kolejne przestrzelone rzuty Nafciarzy nie pozwoliły na powiększenie tej przewagi i ostatecznie obie ekipy na przerwę zeszły przy wyniku 17:17.


Drugą odsłonę Wiślacy rozpoczęli od trafienia Valentina Ghionei i 5-1 w obronie, jednak skuteczność „Nafciarzy” nie pozwalała na zbudowanie większej przewagi nad przyjezdnymi, niż jedno trafienie. Trener Kisiel desygnował do gry Marina, Kamila Syprzaka, a Michała Kubisztala przesunął na środek rozegrania, ale to pozwalało tylko na skuteczne gonienie rywala.

Sztab szkoleniowy najwięcej zastrzeżeń mógł mieć do postawy w obronie swoich podopiecznych, którzy co i rusz byli zaskakiwani przez gości grą kombinacyjną. Temperatura w Orlen Arenie wzrosła, gdy w 43. minucie Przemysław Rosiek otrzymał swoją trzecią karę za faul na Nenadiciu. Był to jednak sygnał dla płocczan, że goście do ostatniego gwizdka sędziego będą walczyli o korzystny dla siebie rezultat, co miało potwierdzenie również w wyniku.

W 49. minucie po błędzie w ataku Nafciarzy trafił z kontry na 31:30 dla gości Patryk Rombel, a chwilę później na ławkę kar powędrował Ferenc Ilyes. Na szczęście dla gospodarzy na wysokości zadania stanął Wichary, a indywidualna akcja Nenadicia nie pozwoliła na stratę kontaktu bramkowego z MMTS-em.

Do tego indywidualna szarża Kubisztala i bramka na 33:32 uspokoiła nieco trenerów Wisły, jak i kibiców zebranych w Orlen Arenie. Ale już chwilę później o kolejną dawkę emocji postarał się wychowanek płockiego klubu Tomasz Klinger, który dwa razy z rzędu pokonał Wicharego, a jedno trafienie dorzucił jeszcze Orzechowski.
 

Na gole gości w pojedynkę odpowiedział Nenadić, który stał się obiektem coraz groźniejszych ataków zawodników Kwidzyna. Na niespełna trzy minuty przed końcem meczu za faul na Serbie na ławkę kar powędrował Orzechowski, a uwadze sędziego nie uszła również impulsywna reakcja Petara Nenadicia, który również otrzymał karę dwóch minut.

57 sekund przed końcową syreną i przy stanie 37:37 o czas prosił trener MMTS-u Krzysztof Kotwicki. Po wznowieniu gry Michał Adamuszek dwa razy bez skutku próbował zdobyć decydującego gola, a po przechwycie piłki o czas poprosił z kolei trener Krzyszotf Kisiel.

Indywidualna akcja Kubisztala zakończyła się jednak tylko rzutem wolnym i arbitrzy musieli zarządzić dogrywkę.
W dodatkowych dziesięciu minutach gry niej swój kunszt pokazał Valentin Ghionea, który szybko zdobył dwie bramki i mógł kolejną, gdyby jeszcze pokonał Suchowicza w sytuacji sam na sam.
 

Rumuński skrzydłowy jednak rzutem karnym podwyższył wynik tej części dogrywki na 41:39, a swoje dzieło kontynuował po zmianie stron, trafiając ze skrzydła i ponownie z siedmiu metrów. Swój wielki wkład miał też Wichary, który przez dziesięć minut dogrywki zasłużył na owację na stojąco. Ostatecznie wicemistrzowie Polski wygrali po sporej dawce emocji 45:40 i w rywalizacji do trzech zwycięstw prowadzą 1-0.

 

Powiedzieli po meczu:

Zawsze bardzo lubię grać w tej hali, bo chcę udowodnić, że Wisła nie postąpiła najlepiej pozbywając się mnie. Może z drugiej strony i zrobiła dobrze, bo mam szansę ogrywania się, czego nie miałbym w Płocku.
Tomasz Klinger, MMTS Kwidzyn

 

Krzysztof Kotwicki (trener MMTS-u Kwidzyn): Chciałem pogratulować zespołowi przeciwnika zwycięstwa w pierwszym meczu play-off oraz swojej drużynie, że podjęli dzisiaj walkę i myślę, że w jutrzejszym i kolejnym spotkaniu udowodnią, że to, że gramy w czwórce nie jest przypadkiem. Przed sezonem wielu pseudofachowców spisywało nas na straty, a my udowodniliśmy, że jesteśmy zespołem, który potrafi walczyć. Myślę, że dla publiczności było to niezłe widowisko i należy się cieszyć, że oba zespoły stworzyły dzisiaj atmosferę walki na parkiecie.

Krzysztof Kisiel (trener Orlen Wisły Płock): Nasze poczynania na początku nie wyglądały zbyt dobrze, wchodziliśmy w mecz zbyt długo, zawodnicy nie mogli się rozkręcić w obronie, a nasze ataki bywały nieskończone. Brakowało skuteczności w ataku i w obronie. Cały mecz był wyrównane, oba zespoły były do niego dobrze przygotowane i znają się nawzajem i starają się tą szalę zwycięstwa przechylić na swoją stronę. Skończyło się dogrywką, którą wygraliśmy 5-bramkami i prowadzimy 1:0. Gratuluję przeciwnikom postawy. Ja się spodziewałem tego po MMTSie, bo gra bardzo dobrą piłkę zespołową i to dzisiaj udowodnił.

Tomasz Klinger (MMTS Kwidzyn): Był to mecz walki. Zawsze bardzo lubię grać w tej hali, bo chcę udowodnić, że Wisła nie postąpiła najlepiej pozbywając się mnie. Może z drugiej strony i zrobiła dobrze, bo mam szansę ogrywania się, czego nie miałbym w Płocku. Wracając do meczu, w pierwszej połowie „nie odpaliłem”, ale w drugiej zdobyłem 7 bramek z których bardzo się cieszę, ale niestety później Wichura włączył się do gry i niestety nasza skuteczność została zablokowana. Mam nadzieję, że jutro również będzie dobrze z naszej strony

Marcin Wichary (Orlen Wisła Płock): Bardzo dobrze znamy Kwidzyn, wiemy na co ich stać. MMTS już nie jeden raz udowadniał, że gra do samego końca. Nie ważne, z których miejsc startują do play-offów, w jakim składzie grają, zawsze udowadniali, że walczą do końca. Jest to drużyna waleczna, poukładana, grająca zespołowo, co jest dla nas ciężkie, bo nie można wyłączyć któregoś gracza w ataku – bramki rozkładają się po równi na kilku graczy. My nie zagraliśmy dzisiaj za dobrze w obronie, bo taka ilość straconych bramek nie jest zadowalająca. Mecz był bardzo ciężki i wyrównany, ale trzeba też spojrzeć na to z tej strony, że nawet w tak ciężkich warunkach, które nam dzisiaj Kwidzyn podyktował, zdołaliśmy doprowadzić do remisu i dogrywki, a w dogrywce już udowodnić naszą wyższość. Mam nadzieję, że jutrzejszy mecz odbędzie się już bez dogrywek i z naszym zwycięstwem.
 

Orlen Wisła Płock - MMTS Kwidzyn 45:40 (17:17, 37:37)

 

Wisła: Sego, Wichary -  Ghionea 11/6, Nenadić 9/1, Kubisztal 8, Toromanović 5, Kavas 3, Wiśniewski 3, Spanne 2, Syprzak 2, Ilyes 2, Nikcević 1, Eklemović 1, Chrapkowski, Twardo.

MMTS: Szczecina, Jedowski, Suchowicz - Orzechowski 11, Klinger 7, Mroczkowski 7, Daszek 4, Nogowski 3, Seroka 3, Rombel 2, Pacześny 2, Adamuszek 1, Sadowski, Peret, Górski.

Kary: Wisła - 8 min., MMTS - 12 min.

 

oceń + 1 (1 głosów)
 
podziel się artykułem
3
blisko sensacji w Płocku...
star100 | *.pl | 05.05.2013 07:35
Sensacja to się już dokonała.Dogrywka z Kwidzynem?Biedna wisełka na ostatnich nóżkach bryka,oby dotrwała do lania z Vive-czego jej serdecznie życzę i oczywiście bardzo chętnie zobaczymy na trybunach pana Hetkowskiego w szaliku jednej z najlepszych drużyn w Europie.....
star100
antystar100 | *.pl | 05.05.2013 15:34
Ale bredzisz smuty sortowniku.
do ropniaka
24eg | *.pl | 05.05.2013 16:27
ty za to nie bredzisz-ty raczej ***** jak potłuczony.Szkoga,że Kwidzyn nie puknął tych cieniasów-hehehe
Zapisz się, a będziesz otrzymywać newsy prosto
na Twoją skrzynkę e-mailową!
Wpisz swój e-mail
handball.pl © 2009 - 2010 | Created by MadKittens