I Love Handball - Belka duza 2
PGNiG Superliga (M)
A A A
Kielczanie z szesnastym tytułem mistrza Polski - Wisła pokonana
25.05.2019 21:19 Źródło: inf. własna/PGNiG Superliga
komentarzy 0

Piłkarze ręczni PGE Vive Kielce zdobyli ósmy raz z rzędu, a szesnasty w historii tytuł mistrza Polski. W rewanżowym meczu finałowym obrońcy tytułu pokonali Orlen Wisłę Płock 32:25. W pierwszym spotkaniu padł remis.

 

Vive zdobyło 16-sty w historii tytuł mistrza Polski (Fot. PGNiG Superliga)
Podyskutuj z Handball.pl na Facebooku - zapraszamy!

 

Widziane z Kielc:

W meczu za­bra­kło kon­tu­zjo­wa­nych Mi­cha­ła Ju­rec­kie­go i Da­nie­la Duj­she­ba­eva oraz za­wie­szo­ne­go Ula­dzi­slaua Ku­le­sha. Po stro­nie płoc­czan karę za­wie­sze­nia za nie­prze­pi­so­we za­gra­nie z po­przed­nie­go spo­tka­nia od­by­wał na­to­miast Re­na­to Sulić.

Cała hala na stojąco! – by kibice aktywnie wspierali zespół gospodarzy od początku finałowego starcia o Mistrzostwo Polski wcale nie trzeba było przypominać. Jeszcze podczas prezentacji zespołów ściany Hali Legionów drżały od okrzyków kibiców i bębnów! Atmosfera była bardzo gorąca, a za sprawą interwencji bramkarskich w pierwszych minutach publiczność ożywiła się jeszcze bardziej! Vladimir Cupara i Adam Morawski już na samym początku zademonstrowali, że łatwo rzucającym dziś zawodnikom nie będzie.

Pod nieobecność Vlada Kulesha na lewym rozegraniu rozpoczął Luka Cindrić, pozostawiając środek boiska Alexowi Dujshebaevowi. U płocczan na kole natomiast trener Sabate postawił na Igora Żabicia, który wyszedł w pierwszym składzie w obliczu absencji Renato Sulicia. Gra była twarda, bardzo twarda. Zawodnicy obu ekip z łoskotem upadali na boisko próbując forsować defensywy rywali. Skuteczniejsi w tych próbach byli kielczanie, którzy bez pardonu wdzierali się na szósty metr i po dwunastu minutach prowadzili 6:3. Mistrzom Polski przewodził Luka Cindrić, który wyglądał jakby postanowił już przed meczem: ten tytuł trzeba zdobyć, choćby miało to oznaczać zostawienie na parkiecie resztek zdrowia!

Choć trener Sabate poprosił o czas, by ustabilizować nieco grę swojej drużyny, za bardzo nie pomogło. Kilka minut później gospodarze prowadzili już 9:4, dzięki rzutom z gry oraz z siedmiu metrów (choć trzeba zaznaczyć, że Adamowi Morawskiemu udało się obronić jedną z „siódemek” Julena Aginagalde). Nafciarze nie mieli zbyt dobrego okresu gry, bo albo sami popełniali błędy, albo na drodze do bramki rzucanej przez nich piłce stawał Vladimir Cupara. Dopiero na dziesięć minut przed końcem pierwszej połowy świetnie przeprowadzonym kontratakiem popisali się goście. Rozpędzony Michał Daszek efektownie pokonał bramkarza zdobywając szóste trafienie dla Płocka w tym meczu. Wracając do obrony zawodnik zahaczył jeszcze Alexa Dujshebaeva, ale był to przypadek, obaj gracze po chwili podali sobie ręce i kontynuowali zawody.

Płocczanie ambitnie gonili wynik. Pod nieobecność Nemanji Obradovicia, który odesłany został na dwie minuty na ławkę, trener Sabate ściągał z boiska Loczka. Dwukrotnie pomysł ten został ukarany przez zawodników Talanta Dujshebaeva trafieniami oddanymi do pustej bramki przez Angela Fernandeza i Blaza Janca. Rezultat pierwszej połowy ustalił rzutem karnym Michał Daszek. Prowadziliśmy 15:12.

W drugiej połowie motorami napędowymi całej drużyny kielczan byli Alex Dujshebaev, Blaz Janc i Luka Cindrić. W oczach chorwackiego rozgrywającego wciąż było widać ogromną determinację. W czterdziestej minucie meczu Luka sam przebiegł całe boisko w kontrze i choć mógł podać piłkę do Blaza Janca, za wszelką cenę postanowił sam zdobyć dwudziestą drugą bramkę tego spotkania, na ostatnim odcinku walcząc z podłogą o przetrwanie tego szaleńczego rajdu. Udało się! Kielczanie prowadzili 22:16!

Na prawej połówce w tej części gry oglądaliśmy właśnie słoweńskiego skrzydłowego, który na skraju parkietu ustąpił miejsca Arkowi Moryto. Do obrony Blaza zmieniał Krzysztof Lijewski. Niestety, w czterdziestej czwartej minucie Słoweniec zakończył swój udział w meczu za faul na rozpędzonym Michale Daszku, który biegł w kontrze w kierunku bramki Vlada Cupary. Blaz otrzymał czerwoną kartkę, a dodatkowo skrzydłowy Płocka wykorzystał rzut karny na 18:23 z perspektywy jego drużyny. Gospodarze jednak wciąż w miarę bezpiecznie prowadzili w tym spotkaniu.

Mimo to mecz nie tracił na zaciętości z obu stron. Zawodnicy lądowali na parkiecie tarzając się w walce o piłkę, przepychali w defensywie i wydawali szaleńcze okrzyki radości po każdej zdobytej bramce. Każdy z graczy PGE VIVE dawał z siebie wszystko bez względu na to, czy grał przez sześćdziesiąt minut, czy tylko na chwilę wychodził na boisko. Na kilka minut przed końcem pojedynku finałowego między słupki na rzut karny wyszedł Filip Ivić, który do tej pory ustępował miejsca Vladimirowi Cuparze. Ficio obronił próbę Michała Daszka i pozostał w bramce już do końca meczu.

Ostatnie chwile to wielka feta na trybunach i coraz większa dominacja kielczan, którzy ostatecznie wygrali 32:25, dokładając na konto szesnaste w historii klubu Mistrzostwo Polski! Nikt nie zrobił tego przed nimi! Jako pierwsza drużyna w historii PGE VIVE Kielce ma na koncie szesnaście tytułów!

Widziane z Płocka:

To był trudny początek dla naszego zespołu. O ile w obronie trzymaliśmy poziom, o tyle w ataku oddaliśmy kilka nieskutecznych rzutów i w efekcie w 9.min. wynik brzmiał 4:1, a karę dwóch minut otrzymał Przemek Krajewski. Przy czym trzeba wspomnieć, że kilka razy skórę uratował nam Adam Morawski, między innymi broniąc karnego Julena Aginagalde. W 12.min. przy stanie 6:3 o czas poprosił trener Xavier Sabate.

Niestety, ale z każdą kolejną minutą wyglądało to coraz gorzej. Wiślacy seryjnie mylili się w ataku, a i obrona nie była już tak skoncentrowana, jak do tej pory. Po przestrzelonej sytuacji z koła Źabicia i kontrze wykończonej przez Lukę Cindricia w 20.min. było już 10:5.

 

Nafciarze jednak powoli zaczęli wracać do meczu. Zmienili ustawienie w obronie, w ataku znaleźli sposób na Vladimira Cuparę i przewaga kielczan zaczęła topnieć. Trafiał Ziga Mlakar, trafiał również Michał Daszek i po wymianie ciosów w końcówce tej części pojedynku na przerwę zeszliśmy przy stanie 15:12 dla gospodarzy.

Druga część to mozolna walka o każdą piłkę i każdą bramkę. Mocno w bramce nam w tym czasie pomógł Adam Morawski. W 36.min. Loczek obronił rzut Dujshebaeva, a kontrę wykończył Mateusz Piechowski i wynik brzmiał 18:16. Kiedy wydawało się, że Wiślacy są już blisko, ponownie pojawiły się problemy ze sforsowaniem kieleckiej obrony i proste straty. Kielczanie zapisali na swoim koncie cztery kolejne bramki i w 40.min. przy stanie 22:16 o czas poprosił tren Xavier Sabate.

Punktem zwrotnym w meczu mogła być czerwona kartka dla Blaza Janca po faulu na Daszku, ale po chwili siły się wyrównały, gdyż na ławkę kar usiadł Mateusz Piechowski. Na tablicy świetlnej cały czas utrzymywała się pięciobramkowa przewaga PGE VIVE i niestety nic nie zwiastowało, aby w tym spotkaniu Nafciarze jeszcze zdołali odwrócić losy spotkania. Między słupkami dwoił się i troił Morawski, ale nie poszła za tym skuteczność w ataku.

W 50.min. Dujshebaev trafił na 25:19 i nasza sytuacja była już niezmiernie trudna. Niestety losy meczu były rozstrzygnięte. Kielczanie grali pewnie, a Cindrić i Dujshebaev rozrywali naszą obronę kolejnymi atakami. Na ostatnie pięć minut w naszej bramce zameldował się Marcin Wichary, dla którego był to ostatni występ w barwach ORLEN Wisły Płock. Nafciarze przegrali rewanżowy mecz o złoty medal 25:32.

 

Pokazaliśmy, kto jest numerem jeden w Polsce. Mieliśmy wiele problemów przez cały sezon, ostatnie tygodnie to wielkie emocje. Dziś pokazaliśmy charakter całego zespołu, czapki z głów przez chłopakami!
Uros Zorman, drugi trener PGE VIVE Kielce
Powiedzieli po meczu:

 

Talant Dujszebajew, trener PGE VIVE Kielce: Mecz dla nas nie rozpoczął się dopiero dzisiaj, to było sto dwadzieścia ciężkich minut. Myślę, że możemy być zadowoleni, to było trudne spotkanie, a chłopaki zasłużyły, by kolejny raz zostać Mistrzami Polski. Gdy gramy w domu, wsparcie naszych kibiców wiele nam daje. Mentalnie, dużo łatwiej jest grać z naszą publicznością. Jesteśmy tam, gdzie chcemy być. Dzisiaj drużyna może świętować, jutro będziemy się regenerować, a od poniedziałku zaczynamy przygotowywać się do Final4.

Uros Zorman, drugi trener PGE VIVE Kielce: Złoto to złoto, nie ma znaczenia, czy zdobywam je jako zawodnik, czy jako trener. Pokazaliśmy, kto jest numerem jeden w Polsce. Mieliśmy wiele problemów przez cały sezon, ostatnie tygodnie to wielkie emocje. Dziś pokazaliśmy charakter całego zespołu, czapki z głów przez chłopakami! Największa presja była dzisiaj, w Kolonii do pokazania zostanie nasza najlepsza piłka ręczna.

Luka Cindrić, rozgrywający PGE VIVE Kielce: Chcę podziękować wszystkim zawodnikom, kibicom, bo dzisiaj atmosfera w Hali Legionów była wspaniała. To dla mnie ogromna przyjemność być tutaj. Oczekiwałem dziś bardzo trudnego spotkania, uważam, że zasłużyliśmy na to zwycięstwo. Przed Final4 w Kolonii sukces w polskiej lidze jest nam bardzo potrzebny. Nagrody, które otrzymałem w polskiej lidze również są dla mnie bardzo ważne. Dziękuję bardzo kibicom, rozumiałem, co skandowali podczas ceremonii, jesteście wspaniali! Nie mogę teraz nic więcej powiedzieć, zobaczymy, co ze mną będzie.

Vladimir Cupara, bramkarz PGE VIVE Kielce: Jestem bardzo, bardzo zmęczony, ale i bardzo, bardzo, bardzo szczęśliwy! Dziękuję wszystkim w Kielcach! Zawodnikom, trenerom, kibicom, wszystkim moim przyjaciołom, wszystkim w klubie! Nie wiem, co mogę powiedzieć (śmiech). Jestem bardzo szczęśliwy, że miałem szansę grać przez cały sezon z tą drużyną i z tymi kibicami. To jeden z najlepszych sezonów w mojej karierze. Zdobyłem tu już dwa tytuły, pierwsze w moim życiu. Zostaje do zdobycia jeszcze jeden tytuł, zrobimy wszystko, by być mistrzami Ligi Mistrzów. Teraz nie zostanę w Kielcach, ale nikt nie wie, jak potoczy się kariera, może jeszcze tu wrócę.

Bartłomiej Bis, obrotowy PGE VIVE Kielce: Nikt z nas nie spodziewał się, że ten mecz zakończy się tak wysokim wynikiem. To cieszy, bo oznacza, że zagraliśmy na sto procent naszych możliwości. Jutro jest dzień wolny, więc na pewno będziemy dziś świętowali (śmiech). Na pewno jednak nie za mocno, bo przed nami Final4 w Kolonii! Przed meczem dziś pomyślałem sobie, że będzie mi brakowało Kielc, ale to dzisiejsze zwycięstwo to dodatkowa motywacja, by pracować nad sobą i zdobywać kolejne medale. Cieszę się, że mogłem choć malutką cegiełeczkę do tego ogromnego muru zwycięstwa dziś dołożyć, choć na pewno mój wkład nie był tak duży jak Luki Cindricia czy Arcioma Karaloka. Podczas świętowania sukcesu w kibicami było tak ciasno, że nawet nie było za bardzo gdzie spaść ze schodów, bo kibice nacierali ze wszystkich stron. Super, że jest tak grupa kibiców, z którymi możemy cieszyć się tym zwycięstwem. Doping kibiców dzisiaj nas poniósł, siedząc na ławce nawet nie słyszałem kolegów obok, bo doping był tak głośny!

PGE Vive Kielce – Orlen Wisła Płock 32:25 (15:12)


Vive: Cupara, Ivić – Bis, Dujshebaev 8(4k), Aguinagalde 1(1k), Jachlewski 1, Janc 4, Lijewski 1, Jurkiewicz 1, Moryto 2, Mamić, Cindrić 7, Fernandez Perez 2, Karalek 5

Wisła: Morawski, Wichary – Daszek 7(3k), Krajewski, Racotea 3, Moya 2, Zdrahala 2, Obradović, Piechowski 2, Źabić, Mihić 3(1k), Mlakar 6

 

Żródło: Orlen Wisła Płock (spriwislaplock.pl), PGE Vive Kielce (kielcehandball.pl)

Koszulka box 2 300 nad newsletter
oceń 0 (0 głosów)
 
podziel się artykułem
0
Akademia Gniezno
Koszulka box 3 300 nad newsletter
Zapisz się, a będziesz otrzymywać newsy prosto
na Twoją skrzynkę e-mailową!
Wpisz swój e-mail
handball.pl © 2009 - 2010 | Created by MadKittens