Liga Mistrzów
A A A
LM: Vive znów wygrało z Brześciem - trudny mecz w Kielcach (wideo)
17.11.2018 18:55 Źródło: inf. własna
komentarzy 0

Piłkarze ręczni PGE Vive Kielce znów lepsi od Mieszkowa Brześć. Mistrzowie Polski pokonali ekipę z Białorusi 34:31. To był ciężki mecz dla Vive, kóre dzięki rozsądnej grze do końca, dowiozło zwycięstwo. Zespół Mieszkowa, prowadzony przez Manolo Cadenasa, pokazał się z bardzo dobrej strony. 

 

Vive zgarnęło kolejne cenne punkty w fazie grupowej (Fot. VTK Media Team)
Podyskutuj z Handball.pl na Facebooku - zapraszamy!

 

Początek spotkania należał do Mateusza Jachlewskiego i Alexa Dujshebaeva, którzy byli jedynymi zdobywcami pierwszych pięciu trafień dla gospodarzy. W dziesiątej minucie do tej ekipy dołączył Dani Dujshebaev, a po jego bramce prowadziliśmy z Mieszkowem 6:5.

 

Brześć ewidentnie przyjechał do Kielc z mocnym postanowieniem pokazania się z lepszej strony, niż w domu i postanowienie to realizował w stu procentach. W szeregach gości widać było większą koncentrację. Vladimira Cuparę raz za razem pokonywali Siarhei Shylovich i Sandro Obranović i Alexander Shkurinskiy.

 

Szczególnie ten pierwszy, prawy rozgrywający Mieszkowa, dawał się kielczanom we znaki potężnymi rzutami z drugiej linii. W siedemnastej minucie przegrywaliśmy 8:10.

Na prawej połówce mecz ten rozpoczął Alex Dujshebaev, który po kwadransie ustąpił miejsca Krzysztofowi Lijewskiemu, samemu przesuwając się na środek rozegrania w miejsce swojego młodszego brata, który z kolei zajął miejsce na lewej połówce. Wejście na boisko Lijka ożywiło grę kielczan. Rozgrywający zdobył dwie ważne bramki z rzędu, za chwilę widowiskowo, w swoim stylu, przechwycił piłkę, wybijając ją daleko do przodu, niestety ostatecznie za linię boczną.

 

Ważne jednak, że kielczanie zniwelowali stratę i wkrótce ponownie wyszli na prowadzenie za sprawą Arka Moryty, który wykorzystał rzut karny. Dobrą zmianę w bramce dał Vladimirowi Cuparze Filip Ivić, dzięki czemu parokrotnie mogliśmy skontrować rywali. Pierwszą połowę zakończyliśmy rezultatem 17:16.

Na drugą połowę do bramki powrócił Vladimir Cupara i tym razem dał drużynie dużo większe wsparcie. Szybko odskoczyliśmy gościom na trzy trafienia, 21:18 i przez jakiś czas udało nam się je utrzymać. Świetnie spisywała się kielecka prawa połówka, na której rządzili Krzysztof Lijewski i Blaz Janc.

 

Obu drużynom przytrafiały się lepsze i gorsze momenty, które nie pozwalały utrzymać ciągłości gry i na dziesięć minut przed końcem meczu Mieszkow zbliżył się do nas na jedno trafienie (28:27). Na szczęście wtedy słabszy moment przytrafił się naszym rywalom i po chwili, dzięki wykorzystanemu przez Arka Morytę rzutowi karnemu i dwóm akcjom Alexa Dujshebaeva, byliśmy cztery bramki do przodu (31:27).

Trzeba przyznać, że Mieszkow naprawdę dobrze odrobił pracę domową i kielczanom dużo trudniej było przebić się przez defensywę rywali. O zwycięstwie zadecydowało tak naprawdę kilka błędów technicznych popełnionych przez Białorusinów w końcówce, świetnie wykorzystanych przez nas zespół, szczególnie przez Blaza Janca i Alexa Dujshebaeva, którzy rozegrali kolejny fantastyczny mecz w tym sezonie.

 

Ostatecznie więc zakończyliśmy spotkanie zwycięstwem 34:31, dopisując na swoje konto kolejne bardzo ważne dwa punkty.

 

[wideo] EHF TV: Zobacz najładniejsze bramki ósmej kolejki EHF LM!

 

 

Powiedzieli po meczu:

 

Talant Dujshebajew (trener PGE VIVE Kielce): Mogę tylko pochwalić mój zespół. Bardzo ważne było dla nas, by pozostać w pełni skoncentrowanymi i mieć szacunek do rywali przez sześćdziesiąt minut. Brześć zagrał świetne spotkanie, gratulacje! Do ostatniej chwili walczyli, a wygrana to zasługa moich chłopaków, którzy nie oglądali się na wynik, jaki padł tydzień temu i zagrali dobry mecz.

Arkadiusz Moryto (skrzydłowy PGE VIVE Kielce): Spodziewaliśmy się trudniejszego meczu, wiedzieliśmy, że Brześć u siebie nie lubi przegrywać taką różnicą bramek, jak ostatnio. Myślę, że dziś zagrali zdecydowanie lepiej, przede wszystkim nie popełniali głupich błędów, nie tracili piłek, co przydarzało im się w ich domu. To pozwoliło im nawiązać wyrównaną walkę. Praktycznie drugą połowę wygrywaliśmy, nie mogliśmy odskoczyć, ale w miarę kontrolowaliśmy grę. Brakuje nam jeszcze paru zawodników i musimy rotować składem, Blaz musi grać na prawym rozegraniu, na środku Alex, ale na razie jak widać, wygląda to bardzo dobrze, dajemy radę.

 

Spodziewaliśmy się ciężkiego meczu. Tam wygraliśmy dziewięcioma bramkami, ale grać w ciągu tygodnia dwa mecze z tą samą ekipą jest bardzo trudno.
Julen Aginagalde (obrotowy PGE VIVE Kielce)
W kluczowych momentach pomagali nam też bramkarze. Myślę, że defensywa wypadła dziś dobrze, ale zawsze pod koniec piłka gdzieś tam wypadała nam z rąk, Brześć przechwytywał piłkę i rzucał z czystych pozycji. To chyba nasza wina, bo za szybko chcieliśmy biegać do przodu i rzucać bramki z kontrataków, a nie skupialiśmy się na tym, by zbierać piłkę i uspokoić się. Troszkę w pierwszej połowie nie czułem się jeszcze na siłach po przeziębieniu, ale rozbiegałem się i potem już było dobrze.


Arciom Karalok (obrotowy PGE VIVE Kielce): Wynik pokazuje, że to był trudniejszy mecz. W Brześciu tak naprawdę już po piętnastu minutach pierwszej połowy było wiadomo, że wygramy, a tutaj walczyliśmy do końca. Rywale przyjechali tu bez presji, nie mieli nic do stracenia, walczyli przez sześćdziesiąt minut, a my musieliśmy wygrać, bo graliśmy w domu. Tu nie ma innej możliwości, niż zwycięstwo. Brześć ma mądrego trenera, obrońcy też nie są głupi, wiedzą, że nie mamy zawodników, którzy rzucaliby z dziesiątego, jedenastego metra, lecz raczej będziemy grać płasko, więc bardzo pilnowali kołowych. Ale nasza praca nie polega tylko na zdobywaniu bramek, ale także na robieniu miejsca innym zawodnikom.


Julen Aginagalde (obrotowy PGE VIVE Kielce): Spodziewaliśmy się ciężkiego meczu. Tam wygraliśmy dziewięcioma bramkami, ale grać w ciągu tygodnia dwa mecze z tą samą ekipą jest bardzo trudno. Obrotowi dziś nie zdobyli bramek, ale taka nasza praca, czasem sami trafiamy, a czasem gramy więcej pod zespół i tak było dzisiaj. Atmosfera była świetna i cieszymy się, że już za tydzień znowu będziemy grać w Hali Legionów. Mam nadzieję, że będzie co najmniej tak samo, bardzo potrzebujemy kolejnych dwóch punktów.
 

Daniel Dujshebajew (rozgrywający PGE VIVE Kielce): Wiedzieliśmy, że to będzie twardy mecz po tym, jak tydzień temu zwyciężyliśmy tak wysoko. Spodziewaliśmy się, że drużyna z Brześcia będzie podrażniona i będzie chciała zaprezentować się z jak najlepszej strony. Trudno jednak gra się na wyjeździe, a nam udało się zdobyć dziś dwa punkty i to najważniejsze. Postaramy się zagrać lepiej w kolejnym meczu i jeszcze więcej trenować.

Manolo Cadenas (trener HC Mieszkowa Brześć): Po tym, jak Kielce wysoko pokonały nas w Brześciu, chcieliśmy zagrać lepiej i to nam się udało. Uważam, że zagraliśmy dobrze, ale w drugiej połowie Kielce miały lepszą obronę, rywale wykradli nam kilka piłek w kluczowych momentach meczu i dlatego wygrali.
 

Artsiom Selvasiuk (obrotowy Mieszkowa Brześć): To był bardzo dobry mecz, zagraliśmy dobrze zarówno w ataku jak i w obronie. Myślę, że prezentowaliśmy wyrównany poziom, ale w końcówce popełniliśmy błędy techniczne, które wykorzystali kielczanie. Mamy nad czym pracować i będziemy to robić.

 

[wideo] Zobacz najlepszą "7" ósmej kolejki EHF Ligi Mistrzów!

 

 

PGE Vive Kielce - Mieszko Brześć 34:31 (17:16) [wideo - cały mecz]

 

VIVE: Ivić, Cupara – Bis, A. Dujshebaev 10, Aginagalde, Jachlewski 4, Janc 6, Lijewski 4, Jurkiewicz, Kulesh, Moryto 5, Mamić 1, Fernandez 1, D. Dujshebaev 3, Karalok

Mieszkow: Pesić, Matskevich – Budzeika, Yashchanka, Kulak 3, Shkurinskiy 7, Yurynok, Ivić 3, Shumak 2, Horak, Razgor 5, Obranović 3, Selvasiuk 2, Djukić 2, Kuran, Shylovich 4

 

oceń 0 (0 głosów)
 
podziel się artykułem
0
Zapisz się, a będziesz otrzymywać newsy prosto
na Twoją skrzynkę e-mailową!
Wpisz swój e-mail
handball.pl © 2009 - 2010 | Created by MadKittens