Wywiad Tygodnia
A A A
Płonka dla Handball.pl: dopóki zdrowie pozwoli i... żona
02.08.2013 22:45 Źródło: inf. własna
komentarzy 1

Do jakiego wieku można uprawiać sport? To pytanie od lat nurtuje fizjologów, teoretyków i praktyków sportu i tych, którzy sport uprawiają. Generalnie sport w formie rekreacji można uprawiać do późnej starości i tę formę aktywności ruchowej zalecają lekarze. Zupełnie inaczej jest w przypadku sportu wyczynowego. Tutaj przychodzi taki moment, że należy powiedzieć dość. Ale kiedy?

 

Krzysztof Płonka to fenomen na polskich boiskach piłki ręcznej (Fot. T.Piątkowski)
Handball.pl jest na Facebooku - dołącz do nas!

 

W minionych czasach w naszym kraju uważano, że wiek 30 lat dla zawodników jest porą przejścia na sportową emeryturę, stąd też sportowcy po ukończeniu 28 roku życia dostawali zgodę na reprezentowanie barw klubów zagranicznych. Postęp w zakresie metodyki treningu, odnowy biologicznej, odżywiania sportowców itp. znacznie wydłużył czas wyczynowego uprawiania sportu.

 

Grających nawet na poziomie reprezentacji czterdziestolatków jest dziś wielu. Ale grać w wieku 52 lat, to już chyba rekord z księgi Guinessa. Takim prawdopodobnym rekordzistą jest szczypiornista SPR-u Grunwald, Krzysztof Płonka. Na parkiecie wcale nie widać, że grający koledzy są w wieku jego syna, a on sam nigdy nie daje po sobie poznać, że odczuwa zmęczenie.

 

Oto, co nam na ten temat powiedział halembski przykład sportowej długowieczności.

 

Handball.pl: W tym roku skończyłeś 52 lata. Większość Twojego życiorysu związana jest z boiskami piłki ręcznej.

 

Krzysztof Płonka (SPR Grunwald): Od 1974 roku moją pasją jest piłka ręczna. Grałem na wszystkich możliwych nawierzchniach i na wszystkich szczeblach rozgrywek. Od czwartej ligi po ekstraklasę. Sportowo czuję się spełniony. Zabrakło reprezentacji, choć z reprezentacją w kategorii weteranów zdobyłem cztery medale.

 

Skąd Twoja pasja do piłki ręcznej?

 

- Myślę, że miłość do sportu trzeba wyssać z mlekiem matki. Generalnie od małego kochałem sport, a kiedy poznałem piłkę ręczną, wiedziałem, że to jest TO. Lubię walczyć, a podstawą dobrej gry w szczypiorniaka jest walka. Tę walkę trzeba poprzeć takimi cechami jak technika, szybkość czy wytrzymałość i wtedy jest super. A do tego dochodzi zespołowość. W młodości kilkakrotnie czytałem „Trzech muszkieterów” i na zawsze zapamiętałem hasło „jeden za wszystkich, wszyscy z jednego”. Tak właśnie jest na boisku i tę maksymę wyznaję do dziś....

 

Wspomniałeś, że miłość do sportu trzeba wyssać z mlekiem matki. Jak jest w Twojej rodzinie?

 

- Ja jestem sportowcem, żona była szczypiornistką Sośnicy Gliwice i Zgody, syn jest szczypiornistą (gra w Śląsku Wrocław, przyp. autora), zamiłowania do sportu nie odziedziczyła po nas córka. Ale przecież nie wszyscy muszą być sportowcami. Co dał Ci sport? - Może to co powiem, będzie banałem. Ale mówiąc krótko – nauczył mnie życia. Obowiązkowości, odpowiedzialności, systematyczności i mógłbym tak wymieniać bez końca. Jeśli ktoś daje sobie radę na boisku, da sobie też radę w życiu.

 

Czy wiesz, że na pewno jesteś rekordzistą Polski w kategorii „wiek sportowca wyczynowego w grach zespołowych”?

 

- Nie zwracam na to uwagi. Gram, bo wystarcza mi jeszcze sił i sprawia mi to radość.

 

Czy to oznacza, ze w sezonie 2013/2014 zobaczymy Cię jeszcze na parkiecie?

 

- Na pewno. W Grunwaldzie nikt mi nie powiedział, że nie ma dla mnie miejsca w zespole, a tak między nami, to są drużyny, które chciałyby mnie widzieć u siebie. Jedna na pewno.

 

Ekipa weteranów, z którą w czerwcu wywalczyłeś brązowy medal Mistrzostw Europy w kategorii +50.

 

- W ekipie weteranów gram z kolegami, którzy już dawno zawiesili buty na przysłowiowym kołku. Przepisy nie zabraniają w tak wysokich kategoriach wiekowych grać wyczynowcom (chyba nikt nie przewidział, że w tym wieku można jeszcze być czynnym sportowcem), więc czemu nie pograć z byłymi kolegami. Kariery w sporcie wyczynowym jeszcze teraz nie kończę, choć zdaję sobie sprawę, że taki moment się zbliża.

 

A co na to Twoja rodzina?

 

- Myślę, że ta moja długowieczność sportowa, to zasługa rodziny, a w szczególności żony. Basia jest bardzo wyrozumiała i dzięki jej wsparciu jeszcze gram. Ona wie, co to jest sportowa pasja, choć zdaję sobie sprawę z tego, że też może mieć tego wszystkiego dość. Ot choćby dlatego, że trudno nam jest znaleźć czas na wakacje z prawdziwego zdarzenia. Jak nie mecze, to przygotowania do ligi, a to wyjazdy z weteranami. I tak „w koło Wojtek”... Ale z drugiej strony, lepszego wsparcia duchowego niż jej, mieć nie można. Łukasz, jak wspomniałem jest szczypiornistą, więc dla niego to normalne, że ojciec gra w handball, a córka do tego przywykła.

 

Kiedy zatem kres wyczynowej przygody?

 

- Do kiedy pozwoli zdrowie.... i żona

 

Z Krzysztofem Płonką rozmawiał: Tadeusz Piątkowski

 

oceń + 16 (16 głosów)
 
podziel się artykułem
1
Pegi | *.pl | 03.08.2013 14:06
Pujo, jesteś niezniszczalny. Pozdrawiam. Do zobaczenia na boisku :-)
Zapisz się, a będziesz otrzymywać newsy prosto
na Twoją skrzynkę e-mailową!
Wpisz swój e-mail
handball.pl © 2009 - 2010 | Created by MadKittens